w ciągu ostatnich kilku tygodni stres osiągnął w moim organizmie poziom maksymalny. dom numer jeden, dom numer dwa, uczelnia. pozostało jedynie czekanie i modlenie się dwadzieścia cztery godziny na dobę o pozytywy, klęcząc na grochu. jedyne co po tym stresie mi zostało to płytki oddech i ból płuc po nocy, jakbym podczas snu przestawała oddychać i płuca całą noc byłyby nie napełniane tlenem, płaskie jak kartka papieru.
w czwartek wracam do swej naturalnej rudości.
boję się efektu końcowego; przywykłam do brązu i do tego, że nikt nie biega za mną i nie obraża z powodu koloru włosów, jak to miało miejsce w dzieciństwie.
19 sierpnia 2008.
skomentuj [13]